FAQ kolekcjonera kart telefonicznych

FAQ (skrót od frequently asked questions czyli „często zadawanych pytań”) to zbiór pytań wraz z odpowiedziami z zakresu wybranej dziedziny, który najczęściej występuje w postaci strony www. Ponieważ nie znalazłem w polskim Internecie podobnego opracowania w dziedzinie kolekcjonowania kart telefonicznych, pomyślałem sobie, że stworzenie czegoś takiego mogłoby być pożyteczne...

Poniżej przedstawiam zalążek FAQ dotyczącego kolekcjonowania kart telefonicznych. Mam nadzieję, że każdy kolekcjoner kart znajdzie w nim coś interesującego dla siebie. FAQ ten będzie się stopniowo rozrastać - jeżeli macie pomysły na pytania warte zamieszczenia w nim, to wystarczy je przesłać do mnie a ja postaram się je włączyć do kolejnych opracowań mojego FAQa.

Pytania, na które poniżej można znaleźć odpowiedź:



Czy można się dowiedzieć, czy karta magnetyczna jest naładowana bez odłamywania jej narożnika?

Istnieje kilka sposobów jak to zrobić. Są specjalne przyrządziki umożliwiające zbadać czy karta jest namagnesowana. Z reguły są drogie (kilkaset złotych). Bardzo dobrym sposobem jest wykorzystanie proszku ferromagnetycznego (chyba tak się to nazywa fachowo) - jeżeli się nim posypie namagnesowany pasek karty ukazują się charakterystyczne kreski/impulsy.

Ja chciałbym ale opisać sposób inny, który wykorzystuje w tym celu... automat telefoniczny! Działa on tylko w starych automatach na karty magnetyczne (te niebieskie).

Aby można było sprawdzić pełną kartę w automacie Tepsy, potrzebna jest makieta karty wykonana cienkiego (ale sztywnego) kawałka plastiku bądź kartonika. Sprawdzają się w tej roli np. kalendarzyki reklamowe. Z plastiku lub kartonika wycinamy kształt karty telefonicznej z "odłamanym" narożnikiem. Taka makieta karty powinna być tak samo szeroka jak normalna karta telefoniczna, ale o centymetr, dwa od karty dłuższa.

Tak przygotowaną makietę, razem z przyłożoną do niej od spodu pełną kartą telefoniczną wkładamy do aparatu telefonicznego. "Odłamanym" narożnikiem makiety odbezpieczamy delikatnie mechanizm blokujący (moment odbezpieczenia da się "wyczuć") i wtedy do aparatu wpychamy już tylko pełną kartę, która mamy w pogotowiu pod spodem makiety. Aparat "łyka" kartę razem z narożnikiem a my możemy się na jego ekraniku przekonać, czy karta zawiera zadeklarowaną ilość impulsów.

Powrót do spisu pytań.


Jak bezpiecznie, bez uszkodzeń wydzwonić kartę chipową?

Mechanizmy polskich (i nie tylko) automatów telefonicznych często rysują wkładane do nich karty chipowe. Taką kartę jak np. chipowe Telewalentynki'99 aż strach włożyć do automatu...

Na szczęście istnieje na to rada. Pomysł rozwiązania podsunął mi jeden Słowak (na Słowacji mają dokładnie ten sam problem) - kartę należy wydzwonić jak to określił „cez obal”, czyli przez opakowanie.

W folii, w której zapakowana jest karta wycina się otwór w miejscu chipa i tak zabezpieczoną kartę wsadza się do automatu. Nie jest to sposób najwygodniejszy - specyficzne opakowanie polskich chipówek powoduje, że kartę w folii trzeba często do aparatu wpychać na siłę, później trudno ją wyjąć... No a poza tym za każdym razem trzeba wycinać ten otwór...

Ja stosuję bardziej uniwersalny wariant powyższego pomysłu. Wziąłem przezroczystą koszulkę na pojedyncze karty (może ją zastąpić również zwykła plastikowa folia) - ważne jest aby była ona cienka a zarazem sztywna. Taką koszulkę przyciąłem wzdłuż obu dłuższych boków karty tak, aby szerokością dokładnie odpowiadała szerokości karty. Jeden z krótszych boków koszulki pozostawiłem nierozcięty, drugi trochę przyciąłem i skleiłem taśmą klejącą tak, aby wsadzona w taką osłonkę karta chipowa miała jak najmniej luzu. Teraz trzeba jeszcze w folii wyciąć otwór na chip i uniwersalna osłonka wielokrotnego użytku do wydzwaniania kart chipowych jest gotowa.

Z pomocą takiej osłonki karty chipowe wydzwania się lekko, łatwo i przyjemnie a wydzwonione w niej karty wyglądają w klaserze jak nowe.

Powrót do spisu pytań.


Czy przy wymianach listownych warto karty wysyłać listem poleconym?

Na wstępie mała dygresja. Kolekcjonerski savoir-vivre nakazuje, aby, w przypadku zaginięcia przesyłki z wysłanymi przez nas kartami (takie rzeczy czasami niestety się zdarzają) wysłać karty ponownie. Jeżeli wymieniamy się zwykłymi kartami, można nad stratą przesyłki machnąć ręka, gorzej, jeżeli musimy ponownie wysyłać z trudem zdobyte rzadkie karty.

Zaginięcie przesyłki możemy oczywiście reklamować - tutaj przydaje się mieć kwitek potwierdzający nadanie listu poleconego (jeszcze nie słyszałem o skutecznej reklamacji niedoręczenia listu zwykłego). W wypadku uznania reklamacji (jeżeli Poczta nie może przedstawić pokwitowania odbioru przesyłki przez adresata), Poczta wypłaci nadawcy odszkodowanie w wysokości pięćdziesięciokrotności dopłaty za list polecony (czyli na dzień dzisiejszy, 20 grudnia 1999, 1,85*50 = 92,50 złotych) + koszt znaczków na przesyłce (maksymalne ustawowe odszkodowanie) dla listów krajowych lub równowartość 30 SDR (to taka specjalna międzynarodowa waluta pocztowa, mieszanka pięciu światowych walut, w dniu 18.12.1999 1 SDR = 5.7575 PLN) + koszt znaczków na przesyłce.

Powyższe dane pochodzą z odpowiedzi Poczty na reklamacje nadanych przeze mnie w roku 1998 listów poleconych (jeden krajowy, drugi do Francji). W obu przypadkach uznano słuszność mojej reklamacji i przyznano mi odsetki w maksymalnej ustawowo możliwej wysokości, które na szczęście z nawiązką pokryły moje (jak również partnerów, z którymi się wymieniałem) straty. Czas rozpatrzenia reklamacji i przyznania odszkodowania jest niestety dość długi (to kilka miesięcy, w powyższych przypadkach były to około 3 miesiące dla przesyłki krajowej oraz około 5 miesięcy dla listu do Francji).

Reasumując:

  1. Nadanie kart listem poleconym jest w zasadzie formą ubezpieczenia tej przesyłki na kwoty, o których wspominałem powyżej.
  2. Karty warto wysłać listem poleconym wtedy, jeżeli ponowne wysłanie tych kart w przypadku zaginięcia przesyłki wiązałoby się z koniecznością wydania istotnej dla nas kwoty pieniędzy (np. w celu zakupienia wysyłanych kart u handlarza).
  3. Przy przesyłaniu kart o wartości wyższej niż przytoczone powyżej maksymalne kwoty odszkodowań warto pomyśleć o wysłaniu ich w formie przesyłki wartościowej.
  4. Nadać karty w postaci przesyłki poleconej możemy również wtedy, jeżeli chcemy zwiększyć prawdopodobieństwo ich doręczenia adresatowi w stanie nienaruszonym. Trudno jednak zweryfikować w praktyce, czy prawdopodobieństwo doręczenia przez to się zwiększa, a jeżeli tak, to czy zwiększa się w sposób istotny...

Powrót do spisu pytań.


Czy wysyłając karty pocztą warto na kopercie podawać adres nadawcy?

O tym, że warto tak robić miałem okazję przekonać się osobiście. Wysłałem raz listem zwykłym Orła Michalaka. Po kilku dniach list znalazłem z powrotem w mojej skrzynce z dopiskiem adresat nieznany! Po prostu pomyliłem się w adresie i podałem zły numer domu!

Zadziwiająco wielu kolekcjonerów kart, z którymi miałem okazję się wymieniać pocztą, nie podaje swojego adresu na kopercie. Ludzie, jeżeli wysyłacie karty pocztą, nie zapominajcie na kopercie dopisać adresu nadawcy, naprawdę warto!

Powrót do spisu pytań.